Co z kredytami hipotecznymi w 2011?
Trzeci kwartał 2011 roku przyniósł aż o 9% mniej kredytów hipotecznych niż trzeci kwartał zeszłego roku. Polacy zaciągnęli blisko 58 tysięcy kredytów w ciągu lipca, sierpnia i września. To i tak lepiej niż w drugim kwartale, kiedy zaciągnięto tylko 55 tysięcy kredytów. Banki nie powinny narzekać na początek bieżącego roku, bo mimo wszystko dało się odczuć ożywienie rynku rozpoczęte w roku 2010.
Raport opracowany przez Open Finanse wskazuje na to, że Polacy zaciągają coraz mnie kredytów walutowych. W trzecim kwartale stanowiły zaledwie 15% wszystkich kredytów. Wszystko przez windujący do niedawna kurs franka szwajcarskiego. Alternatywą jest kredyt w euro, ale mogą sobie na niego pozwolić jedynie bardzo zamożni ludzie.
Jeżeli weźmiemy pod uwagę wartość zaciągniętych kredytów, sytuacja przedstawia się jeszcze gorzej, bo pomimo tego, że udzielono ich o 9% mniej w stosunku do tego samego kwartału ubiegłego roku, to ich wartość zmalała jeszcze bardziej. W tym roku wyniosła 10,76 mld złotych, natomiast w 2010 roku – 12,2 mld. Eksperci prognozują, że czwarty kwartał także będzie gorszy niż analogiczny z roku 2010. W takiej sytuacji 2011 rok będzie słabszy o około 2-3% niż poprzedni. Szacuje się, że w sumie Polacy zaciągną w 2011 roku około 230 tysięcy kredytów hipotecznych.
Kredyt a pożyczka
W mowie potocznej pojęć tych używa się zamiennie. Jednak z punktu widzenia prawa to dwie zupełnie inne rzeczy. Różnice są zasadnicze. Przede wszystkim kredytu może udzielić tylko bank, natomiast pożyczki – dowolny podmiot lub osoba fizyczna. Umowa kredytowa musi zostać zawarta na piśmie pod rygorem nieważności. Aby zaciągnąć pożyczkę, nie trzeba podpisywać umowy, jednak przy większych kwotach praktykuje się podpisanie dokumentu, ze względu na dobro pożyczkodawcy. Każdy miał w życiu sytuację, kiedy musiał pożyczyć od kogoś lub pożyczyć komuś pieniądze. To naturalne, że nie spisujemy umowy z kimś, kogo dobrze znamy i mamy do niego zaufanie. Dlatego pożyczka nie musi być oprocentowana, a kredyt – zawsze.
Osoby, które chcą zaciągnąć kredyt, muszą przed bankiem „wyspowiadać się” na co chcą go przeznaczyć. Jeżeli pieniądze zostaną wydane na inny cel, bank może zażądać ich zwrotu. To znaczy, że jeżeli kredyt hipoteczny zostanie wykorzystany na założenie firmy, to bank może wypowiedzieć umowę. Pewna dowolność istniej w przypadku kredytu konsumpcyjnego. Co inne go pożyczka – nikt nie kontroluje sposobu jej wykorzystania. Jeszcze jedną bardzo istotną kwestią jest forma przekazania środków finansowych. Pożyczka zawsze udzielana jest w gotówce. Kredyt jest bezgotówkowym pieniądzem bankowym pod postacią zapisu na rachunku. Dlaczego? Przepisy prawne wyraźnie zaznaczają, że pożyczka może być udzielona tylko z pieniędzy, które są w posiadaniu pożyczkodawcy. Natomiast kredyt – nie. Banki nie są właścicielami pieniędzy – udzielają kredytów w posiadanych depozytów.
Pożegnanie z frankiem?
W polskiej bankowości nadchodzi kres kredytów hipotecznych w obcej walucie. Zapowiadały to już początkowe wahania franka szwajcarskiego, który dziś kosztuje już 3,61 zł, w połowie sierpnia dobił prawie do 4 złotych, a przecież jeszcze 3 lata temu jego wartość oceniano na nieco ponad 2 złote. I właśnie to skłoniło kredytobiorców do zadłużenia się w obcej walucie – namawiały do tego również banki, rozdając kredyty nieco przymykając oko na sytuację finansową klientów. Dziś, kiedy wartość franka wzrosła niemal dwukrotnie, raty kredytów hipotecznych również zdecydowanie poszły w górę, a właściciele niektórych mieszkań odraczają spłacanie, korzystając z tak zwanych wakacji kredytowych. To jednak działanie chwilowe, potem kredyt i tak trzeba będzie spłacać.
Tak zła sytuacja na rynku walutowym sprawiła, że banki, owszem nadal oferują kredyt w obcej walucie, jednak mają co do klientów o wiele większe wymagania, niż przed kryzysem. Głównym wyznacznikiem są oczywiście dochody, które nierzadko muszą przekraczać 3 tysiące złotych na osobę. Do tej grupy możemy zaliczyć mBank, Alior Bank, czy też Multibank. Kredytów w ogóle nie udzielają Pekao, czy BZ WBK – od wielu lat, a od niedawna bank BPH, który uchodził za lidera w tej kwestii (80% wszystkich kredytów hipotecznych stanowiły te udzielane we frankach i euro).
Więc brać, czy nie brać? Na to pytanie każdy powinien odpowiedzieć sobie sam, biorąc pod uwagę ryzyko i możliwości. Resztę zweryfikuje bank, w międzyczasie dobrze jest skorzystać z usług doradcy kredytowego – być może nie taki kredyt w złotych straszny, jak go malują. Przynajmniej do czasu, kiedy huśtawka franka się nie zatrzyma.
Debet na koncie
Ostatnio na blogu pisałam o kartach kredytowych, jak opcji na tani – w miarę spłacenia go w terminie i szybki kredyt, dziś chciałabym przybliżyć wady i zalety sposobu bardzo podobnego na pierwszy rzut oka, a mianowicie debetu w banku. Debet bankowy to nic innego, jak „minus” na naszym bieżącym rachunku, który powstaje w momencie, kiedy nasze konto wyczyszczone jest do zera, a my koniecznie potrzebujemy albo gotówki albo też dokonać bezgotówkowej transakcji, płacąc kartą płatniczą (debetową). Podstawową zaletą tego typu pożyczki jest fakt, że spłaca się sama w momencie, kiedy na naszym koncie pojawią się pieniądze. Jak uzyskać dostęp do debetu? Jakie są jego wady, a jakie zalety? O tym poniżej.
Żeby otrzymać debet w banku wystarczy mieć historię rachunku bankowego z 3 do 6 miesięcy, na której podstawie bank obliczy nasz limit debetowy, czyli kwotę, do której będziemy mogli się zadłużyć. Przy uruchomieniu tej usługi zwykle trzeba podpisać dodatkową umowę z bankiem i to właściwie tyle, jeśli chodzi o formalności – od tej pory możemy się do woli zadłużać.
To teraz kilka słów o wadach debetu. Pierwszą jest fakt, że banki zwykle pobierają opłatę za uruchomienie tej opcji w wysokości około 1% przyznanej kwoty debetowej, więc w przypadku 10 000 złotych debetu będzie to aż 100 złotych. Czy to dużo, czy mało można polemizować. Nawet jeśli banki nie pobiorą prowizji przy uruchomieniu konta, upomną się o nią za rok z tytułu korzystania z usługi, nawet, jeśli w tym roku ani razu nie skorzystaliśmy z debetu. No cóż, płacimy więc za ewentualność. Mimo że debet jest zwykle niżej oprocentowany, niż karta kredytowa, to jednak odsetki, to odsetki, ale jak wiadomo nie ma nic za darmo, chyba, że uwiniemy się ze spłatą zadłużenia stosunkowo szybko. Możliwość zaciągania debetu powoduje również, że jesteśmy rozpieszczeni i często nadwerężamy nasz rachunek, płacąc za coś, co mogłoby poczekać do przysłowiowego „dziesiątego”. Bywa i tak, że nasz debet sięga wysokości miesięcznej pensji, a gdy ta pojawia się na koncie, to w mgnieniu oka wychodzimy na zero…i bierzemy kolejny debet. Ale teraz trochę o zaletach.
Debet to szybka opcja na pożyczenie pieniędzy – nie trzeba wypełniać wniosków kredytowych, czekać na decyzję banku, biegać po znajomych, czy broń Boże korzystać z usług Providenta i innych „usługodawców”, oferujących kredyty w 15 minut i to tylko na dowód. Jeśli nie jesteśmy pewni ile pieniędzy zostało nam na koncie, to nie musimy się martwić, że przy kasie usłyszymy – na pani karcie nie ma dostępnych środków, najwyżej nieco nadwerężymy budżet, ale przecież pieniądze są po to, żeby je wydawać. Nie musimy się martwić, że zapomnimy o spłacie debetu – wszystko wyrówna się automatycznie, jak tylko na naszym koncie pojawią się pieniądze, a my przy niższych kwotach nawet tego nie odczujemy.
Zarówno lista wad, jak i zalet jest duża, jak w przypadku każdej pożyczki, czy kredytu, dlatego warto jest się zastanowić, czy jest nam ona w ogóle potrzebna, my nie namawiamy, a jedynie przedstawiamy możliwości.
Karty kredytowe
Karty kredytowe są bardzo popularne na zachodzie Europy jako środek płatniczy. Coraz bardziej stają się również popularne w Polsce. Mimo nazwy, wcale nie muszą mieć nic wspólnego z kredytem. Często płaci się za ich pomocą, a następnie automatycznie spłaca. W niektórych miejscach możliwość płatności kartą kredytową jest jedynym środkiem płatności. Ale dobrze, zacznijmy od początku
Dla kogo karta kredytowa?
* Dla osób, które potrzebują tak zwanej płynności finansowej. Karta kredytowa pozwala na zapłacenie nią zawsze, nawet gdy obecnie nie ma się pieniędzy
* Dla osób, które będą ją spłacać regularnie
* Dla osób, które będą się nią regularnie posługiwać
Ile kosztuje karta kredytowa?
Możemy zminimalizować koszty posiadania karty kredytowej praktycznie do zera. A właściwie i teoretycznie też. Zacznijmy od opłat rocznych – opłata ta zaczyna się od 50 zł. Możemy się od niej wymigać, jeśli przez okres ważności karty (czyli rok, dwa lub trzy – wszystko zależy od banku lub innej instytucji wydającej kartę kredytową) zapłaci się za towar jakąś ustaloną kwotę. W przypadku pomarańczowej karty kredytowej ING jest to 200zł. Muszę więc płacić kartą średnio 200zł miesięcznie. Wydawałoby się dużo, ale tak naprawdę, to niewielka kwota. Dzięki temu, że oblicza się średni wydatek, jednego miesiąca możemy wydać 50 zł na zapłatę za zakupy, a drugiego 1000 zł za bilety lotnicze na wakacje. Przyznam, że jeszcze nie zdarzyło mi się płacić za kartę kredytową od pięciu lat, a nigdy szczególnie nie pilnowałam średnich miesięcznych wydatków. Dużym plusem jest to, że nie wszyscy tę kartę posiadają, a czasem jest po prostu niezbędna. Tak jest na przykład w przypadku bukowania wspomnianych już biletów lotniczych na szybki termin. Wtedy albo możemy pójść do biura podróży i zapłacić 200zł prowizji za użycie ich karty kredytowej albo użyć swojej. Dlaczego dobrze, że nie wszyscy mają? Bo w takiej sytuacji, jak ta, moi znajomi proszą mnie o użycie. Ja na tym zyskuję, bo nabija mi się roczne zużycie, oni na tym zyskują, bo nie muszą tyle płacić, wszyscy są szczęśliwi.
Druga sprawa – oprocentowanie. Przeciętna stopa procentowa karty kredytowej wynosi 20%. Tak, to bardzo dużo i zdecydowanie więcej niż we wszelkich innych opcjach kredytowych. Mamy tu jednak do czynienia z bardzo dużym plusem – karty kredytowe oferują dość długi okres nieprocentowy. Oznacza to, że możemy liczyć na to, że nasz kredyt nie będzie miał odsetek nawet do 50 dni. Dzięki temu, możemy uniknąć kolejnych opłat. Wystarczy tylko regularnie spłacać kartę kredytową. Bardzo ciekawym rozwiązaniem jest powiązanie swojego konta ROR z kartą kredytową i ustalenie automatycznej spłaty karty kredytowej. To coraz bardziej popularna opcja.
Gdzie się starać o kartę kredytową?
Odpowiedź jest prosta – nigdzie
To karta kredytowa będzie się starała o nas. Pewnie każdy z Was przeżył już wiele takich sytuacji, w której czy to bank (paradoksalnie nie najczęściej), stacja benzynowa czy supermarket próbował wmusić w Was kartę kredytową. Marketing na tym poziomie odstrasza wręcz od zainteresowania się sytuacją. Jeśli jednak uważasz, że karta kredytowa przyda Ci się, nie odganiaj ludzi, którzy chcą Ci ją wręczyć. Bądź jednak ostrożny, porównaj oferty. Najlepiej skorzystaj z oferty banku, ponieważ to, jakby nie patrzeć, najpewniejsze miejsce do transakcji finansowych. Nie mam nic do karty tylko VISA Carrefour, Tesco czy Media Markt, ale nie ulega wątpliwości, że to banki będą zawsze miały najczystszą ofertę.
Karta kredytowa – tak czy nie?
Jak najbardziej tak, jeśli będziesz jej używać jako środek płatniczy. Kategorycznie nie, jeśli ma to być Twój sposób na pożyczenie czy pozyskanie pieniędzy. W takiej sytuacji zastanów się nad wyborem pożyczki albo kredytu gotówkowego. Pozwoli Ci to zaoszczędzić wiele pieniędzy.


